Witam wszystkich, jest to mój pierwszy post tutaj, pisany w ramach desperacji... Od razu chcę powiedzieć, że przeczytałem większość tematów związanych z moim problemem, więc z góry dziękuję za odsyłanie mnie do innych wątków. Mój problem jest tak złożony, że muszę opowiedzieć całą historię od początku

Zaczęło się od nagrzewnicy, która mi przeciekała (parujące szyby), odkładałem jej wymianę w czasie aż w końcu pękła rurka (pod nogami kierowcy) wtedy samochód zagrzał się (doszła temp do czerwonego pola), ale udało się sytuację opanować, nagrzewnicę wymieniłem na nową, zalałem układ od nowa, odpowietrzyłem,
jeździłem tak ze dwa tyg, wszystko było w porządku, (poza tym, że nie działał obrotomierz, bo rozbierałem cały kokpit, żeby się dokopać do nagrzewnicy) płynu nie ubywało etc. Po tych dwóch tygodniach oddałem samochód do mechanika żeby wymienił mi sprzęgło, bo już się kończyło i przy okazji zapytałem czy by nie rzucili okiem na ten obrotomierz. Sprzęgło wymienione, samochód stał tak jakoś dwa tyg zanim go odebrałem, a co do obrotomierza gościu rozebrał tam wszystko, ale nie udało mi się dojść, więc poskręcał spowrotem i tak oddał auto. Była to sobota, odebrałem auto chwilę przed zamknięciem warsztatu, przejechałem ze dwa km i temperatura poza połowę, silnik się zaczął grzać, zjechałem na pobocze, otwieram maskę, a tam pusty zbiorniczek wyrównawczy... Miałem akurat przy sobie płyn do chlodnicy, zalewam, ale samochód dalej się grzeje... Na lawecie do innego warsztatu (bo tamten juz zamkniety i brak kontaktu) tam zostawilem auto, kilka dni później dzownią, że chłodnica przecieka i termostat zepsuty ze jedno i drugie do wymiany, przy okazji narzucając kosmiczne ceny za części... Wydało mi się to nieprawdopodobne, że z dnia na dzien rozwala się chłodnica i termostat, a że nie miałem już prawie w ogóle kasy to odebrałem od nich autko na holu, kupilem niezależnie nową chłodnicę i termostat, wymieniłem i powtórka, grzeje się... Okazało się, że termostat się nie otwiera (ten nowy) więc lecę po drugi termostat już Wahlera, oczywiście kolejne zalewanie układu odpowietrzanie i nic... Kolejny pomysł - pompa wody nie wyrabia. No to wymiana pompy, efektu brak... W końcu wykminiliśmy z kumplami, że może ten samochód w ogóle się nie grzeje tylko zegary oszukują, no to jadę po nowe zegary, wymieniam i... nic. W końcu zdesperowany oddałem samochód do gościa, który jest polecany, że najlepszy w okolicach warszawy, robi same beemki, podrzuciłem mu jeszcze nowy czujnik temperatury, gościu 3 tyg trzymał auto i oddał rozkładając ręce. Wspomniał, że mogę spróbować wymienić wisko, bo już trochę nie zasprzęgla, a podczas jazdy widać, że temperatura spada trochę jak się go trochę popałuje; a jak to nie pomoże, to pompa wody może nie wyrabia, jest za mały przepływ (bo kupiłem SRL za 70zł to jakiś chińczyk). Wspomniał też, że wykluczył uszczelkę pod głowicą. Odebrałem samochód, jadę po nowe wisko, montuję i... Zbawienie. Samochód podczas jazdy trzyma temperaturę w pionie, ale jak tylko stanę na światłach, lub nie daj boże w korku to znowu do trzeciej kreski... Kupiłem więc już kolejną pompę, tym razem za 160 zł, kolejne spuszczanie płynu, wymiana pomopy, zalewanie, odpowietrzanie... I efekt - jeszcze gorszy. Temperatura jest nieco ponad połowę skali tylko jak mam ogrzewanie na max włączone i i jadę bardzo dynamicznie. Panowie, wywaliłem już mnóstwo kasy w ten układ chłodzenia, a efekt jest taki, że jakch chcę się gdzieś przejechać to odpalam ogrzewanie na maksa i modlę się, żeby nie stanąć w korku. Nie mam ochoty oddawać do kolejnego mechanika, żeby rozbierał układ, bo mam już wszystko wymienione. Kupiłem teraz na allegro taki termometr do 300C i na dniach po prostu zmierzę temperaturę płynu jak się silnik zagrzeje, to rozwikła czy on w ogóle się grzeje. Ale jestem już bezradny, proszę doradźcie co to może być, a może ktoś z was zna jakiegoś
PRAWDZIWEGO fachowca w Warszawie, który by to rozkminił? Z góry dziękuję za jakiekolwiek rady. Na pewno nie udało mi się tu opisać wszystkich szczegółów, więc jak coś zapomniałem to pytajcie. Padło też podejrzenie, że gościu w tym pierwszym warsztacie jak się bawił w elektryka to coś zepsuł, bo wtedy tak naprawdę zaczęły się problemy.